Sukces w pracy


Co nam przeszkadza w osiągnięciu sukcesu zawodowego?

Artykuł jest fragmentem publikacji Iwony Majewskiej-Opiełko Akademia Sukcesu»

Zaczniemy działać, gdy naprawdę zrozumiemy, ile zyskamy, żyjąc zgodnie ze swoim przeznaczeniem i możliwościami.

Mieszkam w Stanach Zjednoczonych i moja dzisiejsza refleksja dotyczy głównie tego, co dzieje się tutaj. Mechanizm zachowań utrudniających sukces zawodowy jest jednak ten sam w Polsce, wszak jest ona dla większości również zupełnie nowym państwem — z innym ustrojem, innymi potrzebami — niemal Ameryką…”.

Tak zaczynałam ten artykuł kilkanaście lat temu. Istotnie tak było. Analogie są i teraz, kiedy transformacja w zasadzie się dokonała
— łączy nas choćby dekoniunktura gospodarcza i trudności finansowe roku 2013.

Pisałam dalej: „Przybywamy na ten kontynent z głową pełną marzeń, z rękami gotowymi do pracy, a sercem pełnym nadziei…

Czyż nie tak? Nie opuścilibyśmy wszak Polski bez wiary w lepsze życie, nadziei na to, że stanie się ono naszym udziałem, i gotowości do pracy w kierunku realizacji tych marzeń. Przywiodła nas tu nadzieja na sukces i szczęście”.

I znowu jest analogia: z nadziei na sukces i lepsze życie wyrosła III Rzeczpospolita, z takich marzeń zrodziła się Solidarność i powstał nowy ustrój. Polacy bardzo wiele obiecywali sobie po nowym — demokratycznym i wolnorynkowym ustroju.

Dlaczego zatem niektórzy nie dostrzegają na co dzień obecności sukcesu i szczęścia, a nadzieję i marzenia zgubili gdzieś po drodze? Dlaczego jest sporo ludzi rozgoryczonych i niezadowolonych?

Dlaczego nie wszyscy znajdują radość w wykonywanej pracy, nie postrzegają tego, co robią, jako zawodowego sukcesu?

Przede wszystkim wydaje mi się, że podobnie jak ci, co przyjeżdżali do Ameryki, znali rzeczywistość kapitalistyczną z opowiadań, filmów i własnych marzeń. Niestety zastana rzeczywistość odbiegała od tych obrazów i nie każdy potrafił dostosować się do nowych warunków.

Najgorsze jest to, że rzadko kto marzy o konkretnym zawodzie, o konkretnej pracy, o tym, co z powodzeniem i radością wykonuje, ale raczej o profitach, jakie ich praca (bliżej nie wiadomo jaka) daje. Nawet sprzyjającą rzeczywistość trudno jest wykorzystać.

Myślę zatem, że przyczyną tego niezadowolenia jest właśnie brak pracy zgodnej z upodobaniami i odpowiadającym im wyuczonym zawodem. Albo zawód, który mamy, nie jest tak naprawdę przez nas wybrany, ale wyuczony pod wpływem społecznych trendów, rad rodziny czy… przypadku. Albo zawód mamy wymarzony, ale nie możemy znaleźć pracy, w której moglibyśmy się realizować.

Albo, owszem, wykonujemy ten zawód, ale wolelibyśmy coś, co łączyłoby się na przykład z większym prestiżem i… wyższym wynagrodzeniem.

Proszę pamiętać, że dziś telewizja, filmy, kolorowe magazyny szybko potrafią przekonać słabych w swoich przekonaniach ludzi, że w porównaniu z innymi niewiele osiągnęli i… nie mają prawa uważać się za ludzi szczęśliwych czy ludzi sukcesu.

Rośnie w nas przez to poczucie bezsilności i rozgoryczenie.

Wpadamy w „pracowity marazm”. Te słowa przeczą sobie jedynie pozornie, bo tak naprawdę ludzie, którzy nie kochają swojej pracy, wykonują ją niejako automatycznie, bez pełnego zaangażowania, bez nadprogramowych działań i bez polotu. Przestają czasem w takiej pracy w ogóle czuć, obojętnieją na szereg zjawisk.

Ponieważ w organizmie nic nie ginie, a każda akcja musi spowodować reakcję, negatywne uczucia jednak się gdzieś odkładają, a następnie wylewają w postaci żółci i rozgoryczenia, w złośliwości, cynizmie, sarkazmie lub biadoleniu.

W ten sposób niestety zabijają już nie tylko własne marzenia, ale także marzenia innych.

Jakież to przyczyny powstrzymują ludzi przed podjęciem wymarzonej pracy?

Kiedy pytałam o to studentów Akademii Sukcesu lub moich ówczesnych klientów, rzadko otrzymywałam odpowiedzi inne niż następujące: „bo jestem emigrantem”, „ciężko jest dostać
pracę w tym zawodzie”, „słabo znam angielski”, „nie mam znajomości”, „nie mam szczęścia”, „nie mam dobrego resume”.

Kiedy pytam dziś o to Polaków, słyszę: „jestem za stary”, „jestem za młody”, „bo jest kryzys”, „ciężko jest dostać pracę w moim zawodzie”, „nie ma pracy”, „słabo znam angielski”, „nie mam znajomości” „nie mam szczęścia”, „nie wiem, jak się za to zabrać” i — to lubię najbardziej — „wysłałam swoje CV do X firm i żadnej odpowiedzi” i wreszcie — „szukam, pytam, rodzina szuka”. Jak widać, „argumenty” są bardzo podobne, rzekłabym: takie same.

I — może to Ciebie zdziwi — prawdziwe przyczyny takiej sytuacji — również. I tam, i tu są wszak ludzie, którzy w tych samych warunkach dostawali tę wymarzoną pracę lub sami ją sobie (jak w moim przypadku) organizowali.

Przyjrzyjmy się bliżej powodom takiej sytuacji i stosowanym wykrętom. Po pierwsze ludzie bardzo często mają zawód, który nie ma nic wspólnego z ich marzeniem, zatem praca, jakiej szukają, również nie może być wymarzona.

Takiej pracy szuka się z mniejszą pasją, nie widać jej też w nas, kiedy przychodzi do spotkania z ewentualnym pracodawcą, nie zauważa się również pojawiających się możliwości. Nie przyciąga się do siebie czegoś, czego się szczerze nie pragnie. Tak naprawdę taki ktoś szuka „jakiejś pracy” albo „dobrej pracy” — oba pojęcia są równie enigmatyczne.

Po drugie, jeśli ktoś rzeczywiście ma wymarzony zawód, skończył szkołę, którą chciał naprawdę skończyć i nie może znaleźć pracy, w której mógłby się realizować, to znaczy, że brakuje mu…
charakteru. Może nie wierzy w siebie, nie ma wystarczająco dużo poczucia własnej wartości; może ulega schematom typu „jest kryzys”, „nie ma pracy w tym zawodzie”; może nie potrafi myśleć pozytywnie i w kategoriach obfitości; może brakuje mu prawdziwej odpowiedzialności, proaktywnego działania, przejmowania sterów życia we własne ręce; a może za mało pracuje nad własnym mistrzostwem w swoim zawodzie, nie doskonali swojej wiedzy.

To można nadrobić, pracując nad charakterem, na przykład w Akademii Sukcesu albo w Akademii Skutecznego Działania (ASD).

Ponadto ktoś, kto kocha swój zawód, będzie gotów robić nawet bez pieniędzy to, czego się nauczył, by móc być blisko i by się dalej rozwijać. Pracowałam przez pewien czas za darmo, a nawet
do budowania swojej zawodowej pozycji dokładałam… z pieniędzy męża.

Ale to także jest normalne. Czasem trzeba zainwestować w swoją wymarzoną karierę. To z pewnością jest coś, czego się nikt nie spodziewał ani w Stanach Zjednoczonych, ani w lepszej Polsce. A z mojego doświadczenia wynika, że rzadko kto jest na to gotowy. Większość chce natychmiast zarabiać.

I wreszcie trzecia sytuacja, kiedy ktoś wykonuje zawód, który lubi, ale chciałby, żeby łączyło się to z większymi pieniędzmi i ewentualnie prestiżem. Cóż. Jedna rada: musi być w tym świetny, znakomity, najlepszy, prawie najlepszy… Zresztą jeśli ktoś naprawdę kocha jakąś pracę, bardzo szybko staje się w niej lepszy — poświęca jej więcej czasu, więcej godzin i to powoduje, że staje się szybciej mistrzem.

A mistrz w każdym zawodzie dostaje swoje pieniądze i swój prestiż. Mistrzowie nie narzekają, bo albo mają tak wielką radość i prestiż płynące z wykonywania pracy (spójrz choćby na nauczycieli z zamiłowania), że przesłaniają im one brak pieniędzy, albo szybko stają się dobrze zarabiającymi mistrzami (popatrz na niektórych lekarzy, programistów, inżynierów, pisarzy, psychologów etc.).

A teraz spójrzmy na te argumenty z innej strony:

Emigranci, wśród nich również ˜˜ Polacy, stanowią większość pracujących zgodnie ze swym wykształceniem. Ameryka jest krajem emigrantów i w tym również tkwi jej siła. Nie inaczej jest dziś w Europie, gdzie mamy prawo podejmować każdą pracę, a nie tylko tę nisko płatną.

˜˜Nawet w czasach Wielkiego Kryzysu, kiedy o pracę naprawdę było trudno, ludzie pracowali, ba, robili nawet majątki. Dzisiaj również ktoś wykonuje pracę, którą nam „trudno jest dostać”.

Często angielski osób niemogących znaleźć ˜˜ właściwej pracy jest lepszy niż tych, które ją dostały. Wreszcie — co stoi na przeszkodzie w opanowaniu angielskiego w stopniu wystarczającym do objęcia każdego stanowiska?!

Znajomości z pewnością ułatwiają uzyskanie pracy (co jest normalne — chętniej zatrudnia się poleconych ludzi i nie ma w tym nic nagannego), jednakże z badań nad skutecznością w poszukiwaniu pracy nie wynika, by był to czynnik podstawowy. Znajomości nie są zresztą czymś nieosiągalnym, zamiast zatem ubolewać nad ich brakiem, trzeba je… nawiązać.

Tak zwane szczęście w życiu to kombinacja przygotowania i okoliczności. Sprzyjające okoliczności rzadko pojawiają się nieprzygotowanym, a może inaczej — nieprzygotowani nie są w stanie ich zauważyć. Dlatego nie narzekajmy na brak szczęścia, ale przygotujmy się do spotkania ze wspaniałą okazją!

A dobre CV? Zdaniem R.N. Bollesa, specjalisty w dziedzinie szukania pracy i zmieniania zawodu, około 9% pracowników znajduje pracę poprzez odpowiadanie na ogłoszenia i tylko 8% poprzez masowe rozsyłanie życiorysów. W swojej książce Spadochron podaje przykłady życiorysów, których żaden fachowiec uznałby za poprawne, a które jednak zainteresowały potencjalnych pracodawców na tyle, by chcieli zobaczyć ludzi, którzy je napisali.

Widzimy zatem, że te przeszkody to tak naprawdę… wykręty lub niezrozumienie sedna sprawy, czyli tego, co naprawdę trzeba posiadać, aby dostać wymarzoną pracę.

Jak widzimy, argumenty w Polsce i Stanach są bardzo podobne, łącznie z nieznajomością angielskiego, przy czym w Polsce odpada wymówka „emigrant”, a dochodzi… „wiek” — magiczne cyfry różne u różnych ludzi — 45, 40, 35, a nawet 30 lat. Tak, jeden z moich znajomych twierdził, że człowiekowi ponad trzydziestoletniemu znacznie trudniej dostać dobrą pracę niż komuś młodszemu.

Być może niektórzy pracodawcy prezentują tak poważną nieznajomość psychiki człowieka i jego możliwości. Myślę jednak, że to po prostu kolejny wykręt tych, którym „nie wyszło” albo nawet nie próbowali.

A co naprawdę trzeba posiadać? Przede wszystkim… marzenia o pracy. Nie wolno opuszczać rąk, rezygnować, zastępować namiastkami życia tego, co mogłoby być życiem prawdziwym. Po drugie, trzeba uwierzyć w to, że jest się wystarczająco dobrym, by uzyskać tę pracę, a jeśli stwierdzamy braki — uzupełnić je. Po trzecie — poszukiwać pracy aktywnie i w sposób planowy, z zaangażowaniem nie tylko wiedzy na temat rynku pracy i najskuteczniejszych metod jej szukania, ale również angażując do tego wszystkie swoje umiejętności i zdolności oraz… podświadomość. Po czwarte wreszcie: nauczyć się przedstawiać z najlepszej strony.

Nie zawsze jest to łatwe, gdyż nie uczono nas ani wiary w siebie, ani umiejętności pokazywania się z najlepszej strony, ani także korzystania z podświadomości. Na szczęście nauczyć można się wszystkiego, trzeba tylko znaleźć odpowiednie źródła nauki. Jest sporo książek pomagających w odnalezieniu w sobie mocnych stron i wiary we własne siły, istnieją kursy i szkolenia ułatwiające odnalezienie i demonstrowanie swojego lepszego „ja”.

Namawiam zatem — odgrzejmy swoje marzenia, uwierzmy, że możemy zrobić ze swoim życiem wszystko, czego naprawdę pragniemy i — do dzieła!

ZADANIA

Zapisz najważniejszą d ˜˜ la Ciebie myśl z przeczytanego tekstu.

˜˜Jeżeli nie lubisz swojej pracy albo nie możesz jej znaleźć, zastanów się, co chciałbyś naprawdę robić i zorientuj się, jakie działania trzeba przedsięwziąć, aby ją wykonywać. Potraktuj to przynajmniej jako ćwiczenie w proaktywności.

Dlaczego warto mieć pełną wersję?

Akademia Sukcesu»

Akademia sukcesu Książka, to kompletny, roczny program zmiany osobistej. Zawiera 47 lekcji i 170 ćwiczeń zaplanowanych przez jednego z największych polskich ekspertów w tej dziedzinie. Zanim jednak dołączysz do „studentów” Akademii Sukcesu, warto poznać, czym będziemy się zajmować.

Przede wszystkim: – Zrozumiesz, w jaki sposób osobisty rozwój może stać się sposobem na życie, którego pozazdroszczą Ci osoby w Twoim otoczeniu. – Wykonasz test, dzięki któremu dowiesz się, kim tak naprawdę jesteś. Jest to bezcenne ćwiczenie, którego nie znajdziesz w żadnej innej książce. – Zrozumiesz sekrety asertywności, czyli dowiesz się, jak nigdy więcej nie dać się zranić innym. – Poznasz ćwiczenia, które pomogą Ci rozwinąć intuicję. – Odkryjesz, jak zapewnić sobie zdrowie, wykorzystując proste prawa naszego umysłu. – Nauczysz się, jak rozpalić w sobie świadomość obfitości.

Iwona Majewska-Opiełka, autorka „Akademii sukcesu”, jest doradcą rozwoju osobowości i trenerem liderów w USA i Kanadzie, a od 1994 roku także w Polsce. Pani Iwona jest założycielką Akademii Skutecznego Działania. Prowadziła zajęcia pod auspicjami Business Centre Club. Z jej seminariów i szkoleń skorzystali i nadal korzystają przedstawiciele większości liczących się dużych firm w Polsce. Jej nauczycielami byli: Stephen R. Covey, Anthony Robbins, Brian Tracy, Susan Jeffers, Bob Proctor, David Whitley, Wyne Dyer i inni.

Opinia o książce:

„Książka interaktywna, wciąga jak trąba powietrzna. Emanuje dziwną mocą, odmienia każdą następną chwilę życia. Jeszcze nie skończyłam czytać, bo mam przeprowadzkę, ale aż ciarki mnie przechodzą na myśl, co będzie dalej… Chce się żyć!”

Alina Kizierowska, nauczyciel języków obcych, wykładowca bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Przyłącz się teraz do Akademii Sukcesu i zacznij zmieniać swoje życie pod okiem jednego z największych ekspertów w dziedzinie zmiany osobistej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s