Jak poradzić sobie z odrzuceniem?


Odrzucenie – czy może okazać się darem…?

Odrzucenia boi się raczej każdy z nas. Nie jest to coś, na co czekamy i liczymy. Czy odrzucenie może być jednak darem? Przeczytaj, co na ten temat mówi Rhonda Britten, autorka książki „Zmień swoje życie w 30 dni”.

„Odrzucenie bywa trudne. Nikt go nie lubi.

Jeśli kiedykolwiek…

  • zamilkłeś w chwili, gdy chciałeś podzielić się czymś ważnym,
  • odszedłeś, choć tak naprawdę chciałeś zostać,
  • byłeś nieugięty, choć w środku topniałeś,
  • rozpocząłeś kłótnię, bo obawiałeś się zbliżenia do kogoś,
  • poddałeś się, bo tak było łatwiej niż bronić swoich racji,
  • byłeś w kimś zakochany, ale nigdy tego nie okazałeś obiektowi swoich uczuć,

…to znaczy, że bałeś się odrzucenia.

Odrzucenie…

Odrzucenie może przybierać wiele form. Może  chodzić o bliskiego przyjaciela, który bardziej skupia się na swoim życiu, małżonka, który okazuje mniejsze  zainteresowanie, pracę, w której nie czujesz się doceniany, albo o coś bardzo powszechnego: odrzucanie samego siebie.

Wielu z nas tak bardzo zabiega o to, aby nie zostać odrzuconym, że czasami po drodze odrzuca samych  siebie. Pamiętam, że kiedy miałam 28 lat, moja koleżanka  Marie spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała: „Rhonda,  wkładasz tyle wysiłku w odsuwanie ludzi od siebie, że później musisz się podwójnie starać, żeby ich odzyskać”.

Miała rację.

Moje „przyjaźnie” trwały chwilę. Odrzucenie było tak  przerażające, że wolałam pierwsza to zrobić. Zwykle  „decydowałam”, że kogoś nie lubię, a jeśli nie robiło to na tej  osobie wrażenia, wtedy nadal ją lubiłam. Co za strata energii!

Strach przed odrzuceniem miał nade mną władzę. Decydował o tym, z kim będę się przyjaźnić i umawiać na randki. Byłam twarda, udając, że odrzucenie jest częścią gry. Przekonywałam samą siebie i każdego, kto akurat znalazł się w pobliżu,  że zupełnie mnie to nie martwi. Prawda była taka, że łaknęłam  miłości, uczucia i uwagi.

Obawiam się jednak, że gdybym  pokazała tę część siebie, stałabym się zbyt bezbronna (okropne słowo dla kogoś, kto nie chce być odrzucony), tj. zbyt słaba, a wtedy na pewno zostałabym odrzucona. Wymyśliłam więc,  że to ja będę odrzucać innych, a tych, na których nie robiło to wrażenia, uznawałam za „godnych” mojej przyjaźni. Oczywiście w grupie tej znalazły się osoby, które tak jak ja  pozbawione były emocji oraz nie chciały tak naprawdę przyznać,  że są ludźmi. Ostatecznie okazywały się najgorszymi z przyjaciół.

Największym darem, jaki sobie ofiarowałam, było zrozumienie, że jestem człowiekiem. Mam uczucia.  Nie jestem doskonała.

Obawa przed odrzuceniem potęgowała dążenie do bycia nadczłowiekiem. Jeśli pokonam to, czego obawiają się zwykli śmiertelnicy, będę wyjątkowa. Tęsknota za wyjątkowością  trzymała mnie w potrzasku.

Szansą dla mnie stała się chęć zmierzenia się z własny człowieczeństwem. Bycie człowiekiem pozwala na szczerość  wobec siebie. Mogę mieć uczucia, bez obawy, że coś ze mną  jest nie tak. Nabrałam odwagi do tego, żeby próbować, bez  względu na możliwość odrzucenia.

Nauczyłam się, że kiedy  nadaję wartość moim uczuciom, myślom i działaniom, te mogą zostać odrzucone. Nie znaczy to jednak, że to ja jestem  odrzucana. Jedynie moje myśli. Moje uczucia mogą być niemile widziane. Moje działania mogą kogoś martwić, ale  nie odzwierciedlają tego, kim tak naprawdę jestem. Nauczyłam się, że lepiej być odrzuconym niż pójść na kompromis i odrzucić prawdziwego siebie.

Odrzucenie może mieć miejsce, kiedy mamy inne zdania, wartości albo przekonania. Kiedy przypuszczasz, że taka  sytuacja ma miejsce, nie oznacza to, że Ty jesteś odrzucany.  Chodzi o Twoje wartości, przekonania i opinie. Wiem, że to  coś bardzo osobistego. Jeśli spróbujesz zachować  obiektywność w chwilach emocjonalnego wzburzenia,  łatwiej dostrzeżesz prawdę związaną z odrzuceniem. Akt odrzucenia mówi więcej o odrzucającym niż o Tobie.  Pokazuje, czego ta osoba się boi, z czym ma kłopot, a co  popycha ją do działania.

Myśl o odrzuceniu napełniała Monę przerażeniem. Prawie nie umawiała się na randki i miała niewielu przyjaciół.  Zjawiła się u mnie, ponieważ chciała się zakochać, ale źle  znosiła żmudne chodzenie na randki.

— Wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia — zawołała.

— Myślę, że jeśli mężczyzna mnie pragnie, powinien po prostu się zjawić i zdobyć mnie. Mam ośmioletnie dziecko i nie chcę  w moim życiu kogoś, kto nie jest gotowy zostać w nim  na zawsze.

Mona oczekiwała poważnego zobowiązania już na samym  początku znajomości i spodziewała się, że mężczyzna, jak tylko ją pozna, będzie wiedział, co czuje. Było to dość  wygórowane życzenie, z pewnością niełatwe do spełnienia.

— Mona, a jeśli musiałabyś się umówić z pięcioma mężczyznami, zanim spotkasz swojego Pana Idealnego? — zapytałam.

— To niemożliwe. Nie mogę tego zrobić. To oznacza, że pięciu mężczyzn mogłoby mnie zranić, zdradzić lub porzucić. Rhonda, ja naprawdę wierzę, że kiedy spotkam tego właściwego, od razu będę to wiedziała.

Poprosiłam Monę, abyśmy jeszcze tego samego wieczoru  spotkały się w centrum handlowym i wspólnie przyjrzały  zakochanym parom. Uznała, że to doskonały pomysł i była  przekonana, że jej ustalenia zostaną potwierdzone.

Przygotowałyśmy listę pytań, takich jak: „W jaki sposób się poznaliście?”, „Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia?”, „Kiedy zorientowaliście się, że jesteście w sobie zakochani?”,  „Czy na początku się przyjaźniliście?”, „Kiedy uznaliście, że to już na zawsze?”.

Kiedy Mona zaczęła podchodzić do par, usłyszała rzeczy, które wprawiły ją w osłupienie. Bardzo rzadko się zdarzało, aby już  na początku oboje wiedzieli, że będą razem. Zwykle upłynęło  trochę czasu, zanim się poznali i zakochali w sobie. Większość z nich poznała się przez znajomych albo na jakiejś uroczystości związanej z pracą, i na początku byli tylko przyjaciółmi.  Zanim się poznali, spotykali się z paroma innymi osobami.  Średnio mijało kilka miesięcy, zanim zostali parą.

Łagodnie mówiąc, Mona była w szoku. Ze zdumieniem odkryła,  że to jej własne przekonania sprawiły, iż była sama. Kiedy  zrozumiała, że odrzucenie jest częścią procesu wchodzenia  w intymną relację, zaczęła umawiać się na randki. Oczekiwanie,  że pozna kogoś na zawsze, zamieniła na chęć poznania kogoś  teraz.

Odrzucenie jest nieuniknione…

Trudno je wyeliminować,  gdy podejmujemy ryzyko i przekraczamy granice. Jeśli chcesz osiągnąć sukces, musisz liczyć się z odrzuceniem.  Ja, jako osoba twórcza, gotowa dzielić się ze światem swoimi  poglądami, jestem przygotowana na to, że ktoś może odrzucić  moje myśli, słowa oraz czyny. Jeśli jednak postąpię tak,  aby uniknąć odrzucenia, jednocześnie uniknę sukcesu. Nie będę mogła mówić, pisać ani pracować jako coach. Skupię się na zadowalaniu innych ludzi i będę czuć frustrację oraz brak  satysfakcji. Będę tłamsić samą siebie.

Muszę zaakceptować ewentualne odrzucenie, jeśli chcę samodzielnie myśleć, działać w oparciu o własne (a nie mojej rodziny lub społeczeństwa) decyzje i wieść życie MOICH marzeń. Kluczowym słowem jest MOJE! Jakże często powstrzymujemy się (odrzucając to, kim jesteśmy) przed podążaniem za SWOIMI własnymi pomysłami, ponieważ mogłyby kogoś wprawić  w zakłopotanie, zasmucić lub rozczarować?

Ile razy poddajemy  pod osąd nasze własne twórcze dążenia? Są NASZE. Kropka! Jak  możemy porównywać coś tak unikalnego. A jednak to robimy…  odrzucając na każdym kroku nasze talenty, pomysły i wartości.  Kiedy tak postępujemy, odrzucamy samych siebie i wciąż  odsuwamy nasz sukces.

Kiedy ryzykujesz i dzielisz się całym sobą, aby  przekonać się, że jesteś kochany taki jaki jesteś,  dajesz sobie najpiękniejszy prezent.

Odrzucenie jest lękiem, z którym musimy się zmierzyć, jeśli chcemy zrozumieć nasz pełny potencjał. Wiem, że nie jest on przyjemny ani szczególnie pożądany, ale samo unikanie go dodaje mu mocy. Kiedy lęk przed odrzuceniem rośnie, nasze serca zamykają się, a oczy przestają dostrzegać świat dookoła. Piękno blednie, a my tracimy nadzieję.

Zaryzykowanie odrzucenia oznacza akceptację życia. Pokazuje Twoją wiarę w to, że świat jest magicznym miejscem, w którym przyszło nam żyć. Pokazujesz światu, że masz nadzieję i że ta  miłość warta jest ryzyka.

Doświadczyłam tego, kiedy ostatecznie zmierzyłam się z lękiem przed odrzuceniem przez własnego ojca. Kiedy miałam 14 lat,  mój ojciec zastrzelił mamę, a później popełnił samobójstwo.  Od tamtej pory jego duch ciągle czaił się gdzieś w pobliżu szafy.  Kiedy tylko kładłam głowę na poduszkę, zaczynały się koszmary. Wciąż takie same: ojciec ściga mnie przez las i celuje do mnie,  jak do tarczy strzelniczej.

Kule zwykle raniły moje ciało. Budziłam się wyczerpana, jak gdybym przez całą noc walczyła na wojnie. Byłam cała obolała,  a czasami, przysięgam, czułam otwory po kulach, które przebiły moje plecy albo serce. Każdego ranka wstawał nowy dzień, a ja czułam się rozdarta — z jednej strony cieszyłam się, że żyję,  z drugiej byłam pełna lęku, bo wiedziałam, że po dniu nastąpi  noc. Nigdy nikomu nie powiedziałam o moich koszmarach, żeby nie pomyślał, że zwariowałam.

Przez lata spałam przy włączonym świetle, licząc, że skoro odstrasza wampiry, powstrzyma także jego. Było jednak inaczej. Każdej nocy pojawiał się w moich snach i zamieniał je w koszmary. Kiedy byłam starsza, odkryłam, że na koszmary dobry jest alkohol. Oczywiście efektem były potworne bóle głowy, ale one i tak były lepsze od samotnych, nocnych konfrontacji z ojcem. Ostatecznie okazało się, że ten sposób nie działa i rano, po raz kolejny, zastanawiałam się, dlaczego ten człowiek nie chce dać mi spokoju.

Mój ojciec nigdy mnie nie lubił. Jego odrzucenie było stałym elementem mojego życia. Dwadzieścia lat po śmierci rodziców przyjaciółka mojej mamy potwierdziła coś, co każdy chciał  przede mną ukryć. Nie pytana, powiedziała bez ogródek: „Twój ojciec zawsze patrzył na ciebie z obrzydzeniem”. Pięć lat później przeczytałam prawie to samo w liście matki do ciotki. „Ron  [mój tata] tak bardzo nienawidzi Rhondy, że już sama nie wiem,  co robić.” Było to kolejne zwycięstwo zdrowia psychicznego.

I kolejna strata dla duszy.

Słowa prawdy bolały, ale były lepsze od wyświechtanych zdań  w rodzaju „To nieprawda, że twój ojciec cię nienawidził. Kochał  cię. Po prostu nie umiał tego okazać”. W dowód miłości, kiedy miałam 12 lat, próbował mnie udusić. Okazał mi swoje uczucia,  mordując na moich oczach moją najukochańszą mamę. Pokazał, jak bardzo jestem mu bliska, nawiedzając mnie co noc, nawet  po swojej śmierci.

14 lat po jego śmierci, kiedy w domu leżałam przykuta do łóżka, wracając do zdrowia po wypadku samochodowym, ojciec  ponownie wyjrzał z mojej szafy. Tak naprawdę go nie widziałam, ale zwykle wyczuwałam jego obecność. Wtedy już nie piłam.  Byłam zupełnie sama. On i ja, raz jeszcze twarzą w twarz. Próbowałam go ignorować. To jednak nic nie dało. Próbowałam zasnąć. To także było niemożliwe.

Po wszystkich tych latach, kiedy mnie zwodził, ignorował  i ostatecznie odrzucił, zaczął igrać z moim umysłem. Narastała  we mnie złość, aż w końcu miałam tego dosyć. Zaczęłam krzyczeć,domagając się odpowiedzi. Co tu robił? Dlaczego nie chciał zostawić mnie w spokoju? Czego ode mnie chciał?

Odpowiedziała mi cisza. Czułam się pokonana i raz jeszcze  zignorowana, zawołałam, aby dał mi spokój. Zaczęłam się kajać i błagać, aby zostawił mnie w spokoju. Byłam na skraju obłędu.  Nie mogłam spać ani pić, nie byłam w stanie zmierzyć się z kolejnym koszmarem. Zaczęłam płakać. Potem szlochać. Czułam się wyczerpana.

Byłam wykończona. Potrzebowałam snu, ale nie mogłam spać.  Zaczęłam obmyślać nowy plan. Przecież musi być jakiś sposób,  ale jaki? W mojej głowie nagle pojawiła się przedziwna myśl. Jeśli nie możesz go pokonać, przyłącz się do niego. To było jak objawienie, proste, choć jeszcze przed chwilą zupełnie nie do pomyślenia, teraz stało się jasne jak słońce: tylko to mogłam zrobić.  Kiedy w końcu się poddałam, myśl o przebaczeniu przyniosła mi  głęboki spokój.

Otarłam łzy, spojrzałam na mojego ojca i poprosiłam, aby się  do mnie zbliżył. Nie wiedziałam, jak to zrobię, ale nie miałam nic  do stracenia. Kiedy tak stał przede mną, powiedziałam, że wybaczam mu wszystkie te lata, kiedy mnie odrzucał. Przebaczyłam mu to,  że pozbawił mnie nadziei i miłości, zabijając siebie i mamę. Powiedziałam, że to rozumiem. I tak właśnie było. Poczułam,  jak ogarnia mnie fala współczucia i poprosiłam, aby zbliżył się  jeszcze bardziej.

Otworzyłam szeroko ramiona, a następnie go objęłam. Prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu. Naprawdę go przytuliłam.  Poczułam wtedy, że mnie kocha i że ja kocham jego.

On też mnie objął i wyszeptał mi do ucha: „Na to właśnie czekałem”. A potem zniknął. Trudno mi było w to uwierzyć. Czy to mogło być aż tak proste?  Ogarnęło mnie uczucie spokoju i zmęczona zasnęłam.

W nocy koszmary wróciły. Ojciec stał za niskim kamiennym murem i strzelał do mnie. Ja strzelałam do niego zza dużego drzewa  w odległości około 50 metrów. Wymiana ognia trwała parę minut,  po czym zrobiłam coś, czego nigdy wcześniej nie robiłam. Zamiast odwrócić się i uciec, wyszłam zza drzewa i spojrzałam mu prosto  w oczy, odkładając broń na ziemię.

— No dalej, zabij mnie, jeśli tego właśnie chcesz. Proszę bardzo. Rozłożyłam ramiona, aby bez problemu mógł trafić. Śmierć mnie nie przerażała. Chciałam tylko, żeby było już po wszystkim.

Zaczął strzelać. Chybił. Za chwilę znowu strzelił. Kule jednak omijały mnie, co denerwowało go coraz bardziej. Załadował broń i wystrzelił z jeszcze większą zawziętością. Kolejne nieudane próby wprawiły go w zdumienie. Nie mógł we mnie trafić, nieważne jak dokładnie celował.

Wtedy odłożył broń i zawołał:

— Myślę, że już po wszystkim. Masz ochotę na piknik? — Mówiąc to, wyłonił się zza ściany z obrusem w biało-czerwoną kratkę  i piknikowym koszem pełnym jedzenia.

Kiedy postanowiłam po raz ostatni stanąć twarzą w twarz z ojcem, zmierzyć się ze strachem przed odrzuceniem, koszmary skończyły się.

Odrzucenie jest potężną siłą, która albo zatrzyma Cię przed  życiem, albo popchnie do działania. Kiedy w końcu poczułam, że nie mam wyboru i dłużej nie mogę zaprzeczać swoim uczuciom ani przeżyciom, musiałam stawić im czoła.

Zmierz się ze swoim lękiem przed odrzuceniem

Doświadczysz odwagi bycia wiernym sobie. Kiedy postanowiłam, że będę kochać mojego ojca pomimo jego odrzucenia, zwyciężyłam. Odzyskałam  wolność. Kochaj pomimo wszystko. Okazuj współczucie bez względu na wszystko. Podejmuj ryzyko. Nie pozwól, aby odrzucenie zwyciężyło.”

Zmień swoje życie w 30 dni…

Kliknij i sprawdź»

Miłego dnia 😉

Jak zbudować pewność siebie?


Pewność siebie

„Rhonda Britten pokaże Ci,  jak pozostawić swój lęk za sobą i żyć, ciesząc się radością i wolnością”  Dave Pelzer, autor książek  „A Child Called „It”” oraz A Man Named Dave.

Pewność siebie jest bardzo ważna w życiu osobistym i zawodowym. To wie każdy z nas. Nie każdy z nas jednak ją ma. Czy możemy to zmienić? Wypracować?

Jak możemy „trenować” pewność siebie? Przeczytaj, co na ten temat mówi Rhonda Britten, autorka książki „Zmień swoje życie w 30 dni„.

Jak budować pewność siebie?

Pewność siebie budujemy, podejmując ryzyko.  Nabieramy zaufania do siebie. Nasze przekonanie o tym,  że zdolni jesteśmy osiągać coś, co wymaga ryzyka,  opiera się na prawdzie. Nasze ego nie ma z tym nic  wspólnego. Jesteśmy skłonni podejmować nowe wyzwania  i robimy to najlepiej jak umiemy.

Pewności siebie pragnie każdy z nas, lecz niewielu bywa gotowych do tego, aby świadomie ją budować. Konfrontacja  z własnymi uczuciami i lękami to dwa rodzaje ryzyka, które  należy podjąć, aby uzyskać większą pewność siebie.  Zwiększenie pewności siebie wymaga od człowieka trzech  rzeczy, a mianowicie: konsekwentnego wysiłku,  współczucia oraz chęci.

Być może nie wierzysz w zależność pomiędzy pewnością  siebie a okazywaniem współczucia, ale taka istnieje. Surowe  traktowanie samego siebie sprawia, że nie podejmujemy  wysiłku, który mógłby przynieść nam długotrwałe efekty.  Obawiamy się „wyjścia na głupka” lub popełnienia gafy.  W ryzyko wkalkulowana jest możliwość, że tak się stanie.  Aby zyskać pewność siebie, przestań bać się tego, co może nastąpić. Działaj bez względu na wszystko.

„Gdybym był bardziej pewny siebie, miałbym odwagę  do tego, aby żyć w zgodzie ze sobą — a to z kolei  pomogłoby mi w znalezieniu wymarzonej pracy (poślubieniu ukochanej dziewczyny, schudnięciu,  zakochaniu się, wyzbyciu się poczucia winy, powiedzeniu nie, odnalezieniu życiowego celu itd.).”

Ile razy już to słyszałam: „Gdybym tylko był bardziej pewny siebie, mógłbym zmienić swoje życie [na lepsze]”.  Ale pewność siebie nie bierze się znikąd. Najpierw trzeba  zaryzykować.

Nie zyskasz pewności siebie, jeśli będziesz unikać ryzyka. Pewność siebie nie jest czymś, co dane Ci jest raz na zawsze. Należy ją ćwiczyć, podobnie jak mięsień. Aby mogła rosnąć, potrzebuje pielęgnacji.

Oto cała tajemnica budowania pewności siebie. Musimy podejmować ryzyko, ponieważ dzięki niemu uczymy się  zaufania do siebie, co z kolei rozwija w nas wewnętrzną pewność.

Przygotuj się na silne nieprzyjemne uczucia.  Głos strachu podpowiada, że żadne ryzyko nie jest warte  tego, aby je podejmować. Umiejętność odczuwania  wewnętrznego komfortu, pomimo niepokoju, jaki wywołują w nas nasze uczucia oraz ryzyko, które podejmujemy,  to ważne aspekty bycia szczerym wobec samego siebie.

Pewność siebie nie jest czymś, co się nam przydarza. To efekt pokonywania własnych ograniczeń. Jedynym sposobem budowania pewności siebie jest robienie tego, czego najbardziej się boimy.

Wiem, że nikt z nas nie lubi ryzyka i związanego z nim poczucia emocjonalnego dyskomfortu. A jednak bez nich nie ma mowy o wewnętrznej satysfakcji. W trakcie 30-dniowej wędrówki ujrzysz samego siebie w innym świetle. Odkryjesz, że jesteś o wiele bardziej wartościowy, niż myślałeś. świadomość tego faktu pomoże Ci w dotarciu do prawdziwego ja.

Kiedy słyszę słowa „pewność siebie”, natychmiast myślę  o swojej przeszłości, o wzlotach i upadkach, których  doświadczałam w procesie leczenia osobistych ran. Kiedyś  w ogóle nie dotrzymywałam obietnic danych samej sobie. Obiecywałam coś sobie i na słowach się kończyło. Cokolwiek  postanowiłam, nigdy nie zostało przeze mnie wykonane.

Poleganie na sobie to ważny aspekt pewności siebie. Osoby pewne siebie nie boją się ośmieszenia. Nie martwią się tym, że sprawią wrażenie niemądrych lub naiwnych.

Wiem o tym z doświadczenia. Na pytanie, od kogo  nauczyłam się tak pięknie przemawiać, inspirować oraz  pomagać innym, od lat udzielam jednej i tej samej  odpowiedzi: przestałam zadręczać się własną  niedoskonałością. Moja mowa płynie z serca. Zanim  zaryzykowałam „wyjście na głupka”, byłam niczym robot.

Przemawiałam do innych w sposób beznamiętny. To było okropne.  W końcu zeszłam z piedestału. Przestałam chcieć być mówcą  doskonałym. Postanowiłam być najlepszą możliwą wersją samej  siebie. Aby zbudować autentyczną pewność siebie, zaryzykowałam i pozwoliłam sobie na odczuwanie dyskomfortu.

Nierzadko zdarza się, że poczucie pewności siebie drugiej osoby  określamy na podstawie powierzchownych przesłanek, takich jak  elokwencja lub zasobność konta. Inteligencja i pieniądze są wyznacznikiem zewnętrznego poczucia własnej wartości, lecz nie
mają nic wspólnego z tym, które nosimy wewnątrz.

Wewnętrzna pewność siebie daje o sobie znać, kiedy przyjmujemy komplementy i pochwały z zewnątrz, popycha nas ku osiągnięciom na polu  zawodowym. To dzięki niej mamy odwagę zaproponować spotkanie  osobie, która wpadła nam w oko. Pewność siebie, którą masz w sobie, to Twoje wsparcie w nadchodzących lata życia.

Zewnętrzny sukces nie gwarantuje pewności siebie. Spotkałam  mnóstwo osób, które świetnie radzą sobie w biznesie, lecz nie są  w stanie zdobyć się na szczerość względem samych siebie. Znajdują  się w miejscu, do którego zaprowadziły ich kłamstwa. Nie mają nawet pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak wewnętrzna pewność siebie.”

Zmień swoje życie w 30 dni…

Kliknij i sprawdź»

Miłego dnia 😉

Trening pamięci


Jak ćwiczyć pamięć?

Dzisiaj opowiem Ci o jednej bardzo ważnej kwestii, która dotyczy tego, w jaki sposób się uczymy i w ogóle, w jaki sposób traktujemy pracę naszego mózgu.

Książka, o której chce opowiedzieć (na razie nie zdradzę jej tytułu) właśnie traktuje o tym, jak wpłynąć na to, żeby nasza pamięc była lepsza, żebyśmy się szybciej i skuteczniej uczyli, ale także żebyśmy wykorzystywali większy potencjał naszego mózgu.

Problem z naszym mózgiem, to jest to, że np. jak kupujemy pralkę, lodówkę, to bierzemy instrukcje obsługi, czytamy ją po to, żeby po pierwsze nie zepsuć tego narzędzia, po drugie żeby wykorzystać je maksymalnie i wykorzystać wszystkie jego opcje.

Powiedzmy kupujesz pralkę, którą np. możesz ustawić na dana godzinę, że ta pralka się włącza o tej danej godzinie, później się wyłącza, czyli przychodząc np. z pracy wiesz, że ta pralka sie np. włączyła.

Uwaga! I teraz, jeżeli nie nie wczytasz się w instrukcje obsługi i nie poznasz tych zaawansowanych funkcji, to nie będziesz wykorzystywał w pełni tego co kupiłeś, nie będziesz mógł tak jakby w 100% wykorzystać tego za co zapłaciłeś.

A co z naszym mózgiem?

I jest to dla nas oczywiste jeżeli mówimy o pralce, ale gdy mówimy już o naszym mózgu, to te kwestie nie są już tak oczywiste, czyli mamy nasz umysł, uczymy się, zdobywamy wiedzę, a tak naprawdę bardzo mało czasu poświęcamy na to, żeby zrozumieć, jak lubi się uczyć nasz mózg, czy są w ogóle jakieś sposoby, jakieś instrukcje obsługi, żeby jak najlepiej, w jak najkrótszym czasie zdobyć jak najpotężniejszą wiedzę.

I elementy tej obsługi naszego mózgu właśnie znajdują się w tej książce, która pozwala nam zapamiętywać więcej. Teraz chce skupić się na dwóch takich ważnych elementach.

Jak stworzyć warunki do nauki?

Pierwszy element, który w tej książce jest zdradzony i ja Ci o nim opowiem, to jest to, jak stworzyć warunki do nauki.

Więc autorka opowiada tutaj o środowisku zewnętrznym, które sprzyja pracy naszego mózgu i wymienia m.in. takie środowiska i opisuje je w tej książce, jak:

  • właściwe miejsce;
  • właściwe meble;
  • dobór właściwego oświetlenia;
  • dobór muzyki;
  • to jak my traktujemy nasze zdrowie, materiały pomocnicze i tzw. rytuał.

Ja chce dzisiaj opowiedzieć Ci o tym elemencie, który właśnie składa się na zdrowie. Odnośnie zdrowia autorka opowiada tutaj o tym, jakie elementy się na to składają, jakie elementy powodują, że Twój mózg pracuje na tych najwyższych obrotach, nie męczy się i szybciej pochłania tą wiedzę, którą zdobywasz.

Uwaga! Więc pierwsza bardzo ważna rzecz, to jest to, że powinieneś mieć zawsze pod ręką wodę. Woda jest elektrolitem, który najlepiej ułatwia przebieg tych procesów myślowych: zapamiętywanie, uczenie się.

Dotlenianie się

Kolejny element to jest dotlenianie się, czyli świeże powietrze jest niezbędne do tego, żeby nasz mózg właściwie funkcjonował. Jest to tzw. paliwo dla naszego mózgu.

Uwaga! Jeżeli np. chcesz, żeby Ci nauka, to zamknij się w dusznym pomieszczeniu i zobaczysz jaka będzie różnica, gdy zaczniesz uczyć się tam, gdzie jest świeże powietrze.

I to też pomaga w koncertowaniu się.

Uwaga! Jeżeli się dotlenisz, jeżeli masz właściwą ilość tego tlenu, to nie odczuwasz tak zmęczenia, jak w miejscu, gdzie jest duszno, gdzie nie ma dopływu tego tlenu.

I pamiętaj, że tutaj nie chodzi tylko i wyłącznie o uczenie, bo uczenie oczywiście jest bardzo ważnym procesem, ale weź też pod uwagę, że nasza praca (np. praca biurowa) jest właśnie często związana z tym, że się uczymy, że poznajemy coś nowego i pracujemy. Więc większosc tych elementów (pracujemy umysłowo) będzie pasowało.

Sen

Trzeci element, który zalicza się do tego podrozdziału zdrowie, to jest sen. Średnio człowiek potrzebuje 6-8 godzin snu. Wydano już kilka książek, które właśnie dotyczą tego, jak spać, jak się wysypiać, jak mieć więcej energii i prawdopodobnie jeżeli przeczytałeś którąś z tych książek to już wiesz jaki jest dla Ciebie ten optymalny, najlepszy sen.

Ale w tej książce autora właśnie mówi, że ze względu na naukę (jeżeli to bierzemy pod uwagę), to taki najlepszy sen to jest 6-8 godzin snu.

I tutaj tez podpowiada, że to wstawanie ranne czasami jest ono trudne dla niektórych osób i często nie kojarzy się z nauką, ale jeżeli chodzi o nasz mózg, to właśnie najlepiej jest się uczyć rano, wtedy kiedy ten mózg jest świeży, wypoczęty i wtedy najlepiej tą wiedze chłonie.

Dieta mózgu

Kolejny, taki fundamentalny element (można by o nim napisać oddzielną książkę), to jest ta dieta mózgu, czyli co jeść, żeby lepiej zapamiętywać.

Więc tutaj autorka radzi, że warto przestrzegać tych ogólnych zasad zdrowego żywienia, czyli nie jeść zbyt tłustych lub zbyt słodkich potraw. Ograniczenie tych takich smażonych potraw i już całkowite unikanie tych dan fast-food.

Chcesz wiedzieć więcej?

Pamięć doskonała Czy tego chcemy, czy nie, życie wymaga od nas ciągłego poszerzania wiedzy. Zapamiętywanie, bez względu na wiek, może być łatwiejsze i skuteczniejsze.

Książka „Pamięć doskonała” i zawarte w niej 22 wartościowe lekcje sprawią, że nie będziesz mógł uwierzyć w osiągnięte rezultaty. Wyjątkowo praktyczne i motywujące podejście autorki do ćwiczenia pamięci oraz zawarte w publikacji rozgrzewki umysłowe i testy pomogą Ci maksymalnie wykorzystać pamięć w szkole, na studiach czy w pracy. Książka składa się z dwóch części.

Pierwsza część obejmuje wiedzę teoretyczną niezbędną do zrozumienia części drugiej. Druga część poświęcona jest w całości praktyce. Całość książki napisana jest w formie kursu w taki sposób, aby skomponowana w niej wiedza umożliwiła możliwie najszybszą poprawę pamięci.

Każda lekcja składa się z pięciu części:

1. Przegląd lekcji — to wprowadzenie do tematu. Dowiesz się, czego możesz nauczyć się w wybranej lekcji.

2. Rozgrzewka umysłowa — to trening dla Twojego umysłu. Jest tak samo potrzebna jak rozgrzewka dla sportowca, dlatego znajduje się przed każdą lekcją. To zagadki, pytania i łamigłówki, które w przyjemny sposób rozgrzewają umysł.

3. Lekcja główna — to szczegółowa analiza tematu.

4. Ćwiczenia — uczymy się przez doświadczenie, więc są konieczne do zakotwiczenia zdobytej wiedzy. Wykonaj je sumiennie.

5. Pytania kontrolne (sprzężenie zwrotne) — sprawdź sam siebie, czego się nauczyłeś, jakie zrobiłeś postępy.

Ich widok jest doskonałym motywatorem.

Koniec z wymówkami na temat słabej pamięci!

Pełną wersję książki zamówisz na stronie: Idź do strony ofertowej»

Wystąpienia publiczne cd.


Jak osiągnąć sukces, występując publicznie?

Artykuł jest fragmentem publikacji Andrzeja Kozdęby Wystąpienia publiczne dla nieśmiałych»

Jeżeli chcesz dobrze mówić, musisz wiedzieć, do kogo kierujesz swoje słowa. Wiedza ta będzie ci potrzebna zarówno przed, w trakcie, jak i po twojej prezentacji. Nie zawsze będziesz miał możliwość dogłębnego poznania audytorium przed rozpoczęciem wystąpienia. Jednak jeśli posiadasz taką wiedzę, wykorzystaj ją.

Pozwoli ona dopasować przekaz i metody, których będziesz używał, przez co nie doświadczysz uczucia, które wywołuje serce podchodzące do gardła na widok grupy staruszek siedzących na miejscach, które miały być zajęte przez studentów politologii.

Informacje o publiczności pozwolą ci także odpowiednio
dobrać język:

  • w innym tonie będziesz wypowiadał się do grupy księży słuchających twojego wystąpienia, inaczej będziesz mówił do bezrobotnych szukających pracy, w końcu innych słów użyjesz, rozmawiając z menedżerem wyższego szczebla.

Najważniejszym zadaniem mówcy (oprócz przekazania treści) jest dostosowanie się do odbiorców. Umiejętność dopasowania słów, zachowania, rozpoznanie poziomu energii grupy, odpowiednia reakcja na mające miejsce sytuacje, będą kluczem do twojego sukcesu.

Mówca, który jest odpowiednio dopasowany do grupy, wzbudza jej zaufanie i ma większą siłę przekonywania. Dzieje się tak, gdyż grupa traktuje go jak swojego. Dopasowanie jest szczególnie istotne, gdy masz do czynienia z monolitem, np. pracownikami firmy, którzy są przedstawicielami jednej kultury organizacyjnej.

Analiza DOPO

Dobra analiza publiczności składa się z czterech punktów, które w skrócie można nazwać Analizą DOPO. Składają się na nią:

  • analiza demografii (D)
  • analiza oczekiwań (O)
  • analiza potrzeb (P)
  • analiza otoczenia (O)

Analiza demografii

Analizując publiczność, powinieneś dowiedzieć się, kim są twoi słuchacze: ile mają lat, jakie mają wykształcenie, czy są to osoby pracujące, studiujące, czy będą to osoby obu płci. Im więcej dowiesz się na temat zgromadzonych, tym lepiej będziesz mógł dopasować swój przekaz do publiczności.

Powiesz, że to trudne, szczególnie w przypadku większych wystąpień. Podczas małych prezentacji, które odbywają się w twojej firmie, zrozumienie demografii grupy nie powinno stanowić dla ciebie problemu:

  • posługujesz się przecież podobnym językiem branżowym, określonymi zwrotami, macie typowe dla siebie żarty. Jednak stając przed nowym audytorium, powinieneś wcześniej dowiedzieć się, czy wśród zgromadzonych będą jakieś ważne osobistości, profesorowie, czy może będzie to grupa nastolatków.

Duże prezentacje stanowią większe wyzwanie, ale nawet jeśli prowadzisz festyn z okazji miejskiego święta, możesz się do niego odpowiednio przygotować. W mniejszych miejscowościach mieszka więcej osób starszych, na wschodzie Polski żyją osoby bardziej przywiązane do religii młodych i wykształconych ludzi spotkasz głównie w ośrodkach akademickich.

Każda informacja, która pozwoli ci się przygotować do prezentacji, jest dla ciebie cenna. A jeśli twoje audytorium będzie bardzo zróżnicowane, to zachowuj się neutralnie, a luźny język, którego zwykle używasz, rozmawiając z młodymi ludźmi, schowaj do kieszeni.

Analiza oczekiwań

Twoja publiczność ma określone oczekiwania względem ciebie i względem twojego wystąpienia. Część z nich tworzysz ty sam, budując swój wizerunek. Tak jak zgromadzeni w kościele oczekują od księdza kazania na tematy religijne, a nie gadania o polityce, tak i od ciebie wymagają określonych zachowań.

Jeżeli jesteś sprzedawcą, który potrafi rozbawić nawet największego ponuraka, to każdy będzie oczekiwał, że i twoja prezentacja będzie zawierała zabawne elementy.

Drugą grupą oczekiwań są te, które są związane z tematem twojej prezentacji. Ludzie zwykle oczekują:

  • uzyskania cennych dla nich informacji (np. podczas prezentacji wyników firmy w danym okresie);
  • mile spędzonego czasu (np. podczas wystąpienia kabaretowego);
  • pozyskania nowej wiedzy (np. podczas szkolenia).

Dlatego tak ważne jest, żebyś znał cele swojej prezentacji i to, jakie rezultaty chcesz osiągnąć.

Bardzo rzadko zdarza się, żeby mówca spełnił oczekiwania wszystkich uczestników prezentacji. Im większe audytorium, tym większe prawdopodobieństwo, że wśród słuchaczy znajdzie się kilku marudów, którzy stwierdzą, że im się nie podobało. Nie przejmuj się pojedynczymi głosami. Jeżeli zrealizujesz założony cel, zrobisz to w sposób interesujący, a złośliwych uwag będzie kilka, to możesz spokojnie stwierdzić, że wykonałeś dobrą robotę i przejść do analizy prezentacji.

Analiza potrzeb

Oczekiwania i potrzeby nie zawsze idą ze sobą w parze. Ludzie mogą oczekiwać, że podczas twojej prezentacji będą się świetnie bawić, ale szefostwo firmy uważa, że powinni oni być lepiej poinformowani na temat tego, w jaki sposób działała ona w trakcie ostatnich miesięcy.

Oczywiście, sytuacja idealna jest taka, w której uda się spełnić wszelkie potrzeby i zaspokoić oczekiwania zgromadzonych. Jednak nie zawsze jest to możliwe.

Uczestniczyłem kiedyś w szkoleniu z obsługi klienta, a jednym z jego modułów była skuteczna komunikacja na linii sprzedawca — klient. Na początku sesji trener zapytał nas, czego oczekujemy od przebiegu tego szkolenia. Jedna z koleżanek powiedziała, że chętnie dowiedziałaby się czegoś o mowie ciała.

Taki moduł nie był zaplanowany, na co prowadzący zareagował, mówiąc: „Niestety, temat ten jest bardzo istotny, ale nie do końca wchodzi w zakres tego, o czym mamy rozmawiać, dlatego nie skupimy się na nim”. Zaproponował również, że w czasie przerwy może zasugerować jakąś literaturę związaną z tą tematyką.

Jeżeli masz z góry narzucone potrzeby, które musi spełnić twoje wystąpienie i wiesz, że część oczekiwań nie jest z nimi zgodna, możesz wspomnieć o tym na samym początku prezentacji. Możesz również zaproponować rozmowę na inne tematy po zakończeniu wystąpienia lub podczas przerwy.

Zgromadzeni będą wiedzieli, co ich czeka, a ich rozczarowanie będzie mniejsze niż w przypadku wyczekiwania do samego końca na upragniony temat. Co więcej, twoja propozycja poruszenia tematu w rozmowie spowoduje, że będą bardziej przychylni (w końcu chcesz poruszyć ten temat, przeznaczając na niego swój prywatny czas).

Analiza otoczenia

Nie mniej istotne od powyższych trzech punktów jest otoczenie, w którym będziesz prowadził prezentację. Ja prowadziłem swoje wystąpienia w najróżniejszych miejscach: w salach szkolnych i kinowych, salach konferencyjnych, na boisku szkolnym, na środku dużego domu handlowego, scenie ustawionej pośrodku zielonego pola czy też na krakowskim Rynku. Otoczenie ma wpływ na ciebie i na publiczność.

Jeżeli słuchacze będą zmuszeni stać, szybciej stracą zainteresowanie prezentacją. Z kolei niewygodne krzesła mogą odwrócić ich uwagę od tematu, który jest poruszany (sam niejeden raz wierciłem się niemiłosiernie, próbując skupić się na tym, co mówi prelegent, a nie na tym, co włazi mi w tyłek).

Otoczenie to nie tylko krzesła, ale również tablica, na której prezentujesz slajdy, odległość miejsc od niej, ustawienie siedzeń, oświetlenie, rolety w oknach lub ich brak czy nawet obecność mównicy. Krótko mówiąc, wszystko, co wpływa na jakość odbioru. Im więcej wiesz o otoczeniu, tym łatwiej będzie ci dostosować materiały, których będziesz używał.

Analiza tych czterech punktów pozwoli ci poznać twoją publiczność. Ale pamiętaj, że im więcej będziesz o niej wiedział, tym lepiej będziesz mógł dostosować do niej swój przekaz. Dlatego warto zastanowić się, która część prezentacji może mieć dla słuchaczy największą wartość.

Warto również przemyśleć, co interesuje słuchaczy. Czasami jest to proste, np. wtedy, gdy prowadzisz prezentację dla Stowarzyszenia Miłośników Kotów. Można w ciemno założyć, że jeśli w użytych przykładach będziesz nawiązywał do futrzanych przyjaciół, to twój przekaz będzie lepiej odebrany.

Chwytem, który często stosują doświadczeni mówcy, szczególnie gdy prowadzą uroczyste obchody dni miasta lub regionu, jest odwołanie do tradycji związanych z regionem lub lokalnych uszczypliwości. Również i ty, prowadząc wystąpienie dla małego grona odbiorców, możesz użyć tego tricku.

Mieszkańcy Zielonej Góry tradycyjnie nie lubią Gorzowa, torunianie kłócą się z Bydgoszczą, Kraków i Poznań pozytywnie reagują na wzmianki dotyczące ich domniemanej chciwości. Wiedza na temat publiki pozwoli ci dobrać odpowiednie słowa i przykłady, którymi zjednasz sobie widownię. W końcu, skoro ten człowiek, który stoi i mówi, wie, kogo nie lubimy, to musi być swój.

Wspomniane wyżej animozje żyją prawdopodobnie jedynie wśród łysych panów biegających po osiedlach z kijami bejsbolowymi. Dlatego rozpoczęcie prezentacji firmy w Toruniu od słów: „Tak jak wy, uważam, że ludzie z Bydgoszczy są debilami i dlatego nie prowadzimy z nimi interesów” (osobiście nic nie mam do mieszkańców Bydgoszczy, ale uznałem was za dobry przykład), wcale nie postawi cię w dogodnej sytuacji.

Jak więc widzisz, analiza publiczności nie jest trudnym zadaniem. O ile wiesz, na co spojrzeć. Jeżeli chcesz zwrócić uwagę na wszystkie ważne aspekty, możesz skorzystać z poniższej karty analizy publiczności.

Czy każdy może stać się władcą sceny?

Pełną wersję książki zamówisz na stronie: Idź do strony ofertowej»

 

Wystąpienia publiczne


Jak osiągnąć sukces, występując publicznie?

Artykuł jest fragmentem publikacji Andrzeja Kozdęby Wystąpienia publiczne dla nieśmiałych»

Najprostszym sposobem na pokonanie nieśmiałości jest odpowiednie przygotowanie prezentacji. Nie chodzi tylko o samą treść, o to, co będziemy mówić. Chcąc być pewnym siebie mówcą, musisz wiedzieć też, do kogo kierujesz swoje słowa oraz co chcesz osiągnąć swoją wypowiedzią.

Nie są to rzeczy, o które będziesz mógł zadbać na scenie. Na niej działasz, wykonujesz to, co wcześniej zaplanowałeś. Jeśli chcesz, żeby twoje słowa przynosiły skutek, musisz wyeliminować błędy, które mogą pojawić się jeszcze przed rozpoczęciem prezentacji.

Błędy, które możesz popełnić przed prezentacją:

  • brak przygotowania,
  • nierozpoznana publiczność,
  • brak określonego celu wystąpienia,
  • strach przed publicznością.

Bądź przygotowany

Przygotowanie jest kluczowym elementem każdego wystąpienia. Brzmi to banalnie, niestety często właśnie ten etap jest pomijany lub robiony minimalnym nakładem sił. Część osób tak bardzo nie lubi występować publicznie, że już przed prezentacją „wie”, jak im pójdzie — beznadziejnie. Więc nawet nie ma sensu przygotowywać się do czegoś, co i tak nie wyjdzie. Okropny błąd w myśleniu!

Niedoświadczeni mówcy nie potrafią dobrze przygotować się do swojej prezentacji. Z kolei ci, którzy to doświadczenie posiadają, z czasem wpadają w przeświadczenie, że przygotowanie nie jest im potrzebne, bo świetnie znają temat. I jedni, i drudzy popełniają błąd.

Gdzie najczęściej można znaleźć mówców nieprzygotowanych? Najlepszym przykładem są szkolne i uniwersyteckie ławy. Sam pamiętam niejedną prezentację z tamtego okresu, która nie była dobrze przygotowana. Wykładowcy posiadają wiedzę merytoryczną, ale często nie silą się, by ich przekaz zawierał różnorodne treści.

Z kolei studenci, którzy obecnie prezentują coraz większą liczbę projektów, gdy przychodzi do samego wystąpienia, „olewają” temat, gdyż: albo nie chcą wyjść na zbyt gorliwych, albo nie przygotowali się do zajęć. W efekcie tego typu działań, zarówno z jednej, jak i drugiej strony, człowiek może opuścić zajęcia z przeświadczeniem, że bylejakość prezentacji jest normą.

I z tą bylejakością trafia następnie do firmy. Z moich obserwacji wynika, że jeżeli ktoś nie jest doświadczonym sprzedawcą lub handlowcem z powołania, to ma problem z odpowiednim przeprowadzeniem prezentacji.

Niestety, problem zaczyna się już w przypadku wielu szefów i właścicieli, którzy mając powiedzieć kilka słów o firmie, jąkają się i gubią w słowach. Pracownicy z kolei nie znoszą prezentować. Boją się błędu, braku doświadczenia i dodatkowej pracy, którą trzeba wykonać. Gdy są pewni siebie, próbują zakryć ewentualne braki żartem, statystykami lub improwizacją. Gdy doskwiera im nieśmiałość, szukają zastępstwa albo modlą się, by na ich wystąpienie zabrakło czasu. Często nie wiedzą, w jaki sposób należy się przygotować.

Tak w uproszczeniu można przedstawić sytuację nieśmiałego mówcy, który nie przygotował się do swojej prezentacji (A), oraz takiego, który się przygotował (B). Jeżeli jesteś przygotowany i świetnie wystartujesz (bo przecież wiesz, że znasz temat), to stresu z każdą minutą będzie mniej. Brak przygotowania oznacza sytuację odwrotną.

Jeśli chcesz pokonać strach, musisz znać swoją prezentację. A na dobre przygotowanie trzeba poświęcić przynajmniej kilka godzin — zarówno jeśli chodzi o dostosowanie treści, jak i ćwiczenia. Od czego zacząć?

Oto 5 kroków, które pozwolą ci dobrze się przygotować:

  • Sprawdź zasoby.
  • Określ cel.
  • Przygotuj plan.
  • Opracuj treść.
  • Sporządź konspekt.

Zasoby

Gdy znasz temat swojej prezentacji, sprawdź, jakimi zasobami dysponujesz. Co wiesz na ten temat, jakie książki, z których możesz skorzystać, masz w domu, jak może ci pomóc wujek Google? Wiedząc, z czego możesz skorzystać, będziesz wiedział, jak ugryźć temat i jakie treści znajdą się w twojej prezentacji.

Cel

Znając zasoby, będziesz mógł wyznaczyć cel swojego wystąpienia. Jak go określić, dowiesz się kilka stron dalej.

Plan

Może zdarzyć się tak, że nie będziesz mieć właściwie żadnych materiałów dotyczących tematu, na który będziesz się wypowiadał. Wtedy musisz ruszyć głową: pomęczyć wyszukiwarkę, znajomych, biblioteki. Rzadko kiedy jednak będziesz mierzył się z takim tematem. Ale jeśli już się zmierzysz, to szukaj. W końcu chcesz zrobić dobrą prezentację. Być może dysponujesz ciekawym materiałem wideo, który można pokazać. Użycie filmu jest dobrym rozwiązaniem, o ile będzie on krótkim przerywnikiem, uzupełnieniem, a nie główną treścią prezentacji.

Częstszym problem jest nie brak treści, a ich nadmiar. Twoje wystąpienie ma trwać piętnaście minut. Materiału masz tyle, że mógłbyś mówić o nim przez minimum trzy godziny.

Co wybrać? Co jest istotne?

Tworząc prezentację, musisz pamiętać o dwóch rzeczach:

1. Ty, jako osoba prowadząca, decydujesz, co jest ważne.

2. Mniej znaczy więcej.

Zacznijmy od tej drugiej prawdy objawionej: jeśli myślisz, że prezentacja powinna być wypełniona informacjami, bo ich łakną ludzie, to muszę cię rozczarować. Zwykle już po zakończeniu twojego wystąpienia mniej więcej połowa rzeczy, o których mówisz, pójdzie w niepamięć.

Dlatego skup się na trzech–czterech istotnych zagadnieniach i opracuj je dobrze. Tutaj dochodzimy do rzeczy pierwszej. Ty decydujesz, na jakich zagadnieniach chcesz się skupić. Jeśli nie masz narzuconych wytycznych, to możesz podejść do tematu według własnego upodobania. Jeżeli otrzymałeś wcześniej plan działania, po prostu go zrealizuj.

W każdym razie: posiadasz już zasoby oraz cel (o którym przeczytasz wkrótce) wystąpienia. Weź kartkę i sporządź plan. Wypisz te trzy najważniejsze zagadnienia, które chcesz poruszyć i przeanalizuj je dokładnie, rozpisując punkt po punkcie, co zostanie zawarte w każdym z nich. Taki plan pozwoli ci skupić się na rzeczach ważnych, a nie na rozwlekłych dygresjach. Na jego podstawie stworzysz treść.

Treść

Czyli mięcho. Masz plan, wiesz, o czym będziesz mówić i wiesz, co chcesz przekazać. Skorzystaj teraz ze swojej wiedzy i z zasobów, które posiadasz, aby stworzyć treść prezentacji. Napisz ją. Siądź przy komputerze i napisz. Jeżeli twoja prelekcja ma trwać piętnaście minut, powinieneś mieć nie więcej niż cztery strony A4 pisane pismem o stopniu 14.

To nie jest wiele stron, a znacznie ułatwi ci naukę prezentacji. Im
większy odczuwasz strach przed mówieniem publicznym, tym bardziej powinieneś pisać treść swoich wystąpień. Osobiście uważam, że potrzeba minimum dziesięciu w pełni napisanych prezentacji, aby móc sobie pozwolić na pominięcie tej części. Minimum dziesięć, przy założeniu, że każda z nich została przepracowana i przećwiczona.

Jeśli chcesz czuć się pewnie na scenie i pokonać swoje lęki, musisz zainwestować w to czas.

Gdy treść twojego wystąpienia będzie już gotowa, przeczytaj je kilka razy na głos. Zmierz czas, jaki przeznaczasz na czytanie. Weź pod uwagę fakt, że stojąc przed publicznością, będziesz mówić szybciej. Więc jeśli przeczytanie tekstu zajmie ci około siedemnastu minut, to jego przekazanie ze sceny będzie o kilka minut krótsze.

Konspekt

Czytanie prezentacji jest jedną z największych zbrodni popełnianych na publiczności (są prezentacje, które są czytane, np. exposé premiera, ale to inny rodzaj wystąpienia publicznego). Każdego dnia tysiące, jeśli nie miliony słuchaczy, starają się powstrzymać opadające powieki, słuchając tekstu, którego źródłem nie jest głowa, a kartka.

Więc ani mi się waż brać ze sobą na scenę spisanego wystąpienia.
W ten sposób nie pokonasz nieśmiałości, a dodatkowo pozwolisz przypiąć sobie łatkę nudziarza. Czytać prezentację możesz jedynie ćwicząc. A gdy ją czytasz, ćwicząc, powinieneś zwracać uwagę na słowa klucze i najważniejsze zdania, które będą naprowadzały cię na dalszy ciąg twojego wystąpienia. Umieścisz je w konspekcie, z którym możesz wyjść na środek sali.

Konspekt jest zbiorem najważniejszych informacji i słów kluczy, które są umieszczone w treści twojej prezentacji. Powinien być na tyle rozbudowany, żebyś płynnie przechodził do kolejnego etapu wystąpienia, ale też na tyle okrojony, żebyś nie stał z wzrokiem wbitym w kartkę papieru czy przesuwające się slajdy.

Analizując treść prezentacji, zwróć uwagę na te istotne dla ciebie i słuchaczy informacje i stwórz z nich mapę, która będzie służyła pomocą podczas właściwej prezentacji. Konspekt możesz zapisać na kartce, ale równie dobrze możesz go umieścić w prezentacji multimedialnej.

Slajdy nie tylko spowodują, że twoja prelekcja będzie bardziej dynamiczna i uzupełniona grafiką, ale również będą nakierowywać cię na temat, który w danym momencie powinien zostać poruszony. O tym, jak ją dobrze przygotować, będziemy jeszcze rozmawiać. Teraz zapamiętaj, że konspekt to słowa klucze, a nie zdania czy całe akapity, więc umieszczanie ich (zdań i akapitów) gdziekolwiek w pobliżu miejsca twojego wystąpienia będzie ci jedynie przeszkadzało i sprowadzało na złą drogę.

Posiadając konspekt, możesz po raz kolejny przećwiczyć swoją prezentację. Nie, jeden raz nie wystarczy. Chyba że jesteś mistrzem prezentacji, ale wtedy nie sięgałbyś po książkę Wystąpienia publiczne dla nieśmiałych. Trenuj więc to, co chcesz powiedzieć, aż do momentu, w którym uznasz, że możesz swobodnie opowiadać o danym temacie, a konspekt nie jest ci tak naprawdę potrzebny.

Tak na marginesie — mistrzowie prezentacji przeznaczają na ćwiczenia naprawdę wiele czasu. Steve Jobs swoje wystąpienia dopracowywał do perfekcji, trenując nawet po kilkadziesiąt godzin. Wiem, nie jesteś Stevem Jobsem. Ale chcąc przełamać nieśmiałość, powinieneś ćwiczyć jak Steve Jobs.

Gdy już wiemy, w jaki sposób przygotować prezentację, możemy cofnąć się o kilka kroków. Bo gdy przygotowujesz treść, powinieneś wziąć pod uwagę jeden bardzo ważny aspekt: publiczność.

Czy każdy może stać się władcą sceny?

Pełną wersję książki zamówisz na stronie: Idź do strony ofertowej»